photo by Hania
Osobiście, nie przepadam za wywiadami z czołowymi blogerkami w telewizji śniadaniowej, bo wciąż zapraszają te same osoby, które w każdej kolejnej rozmowie nie dodają nic odkrywczego. Wiecznie te same pytania: czy prowadzenie bloga to już praca? czy jesteście dostrzegane przed ludzi ze świata mody? ile zarabiacie? Ale ostatnio jedna z dziewczyn powiedziała, że paradoksalnie największy sukces odnoszą blogi, które nie powstały z myślą o nim i zgadzam się w 100% z tymi słowami. Nietrudno się domyśleć, skąd takie duże zainteresowanie blogami. Programy telewizyjne, instagramy, fanpage na facebooku pokazują to, co pokazują nakręcając przy tym tysiące dziewczyn na szybki i łatwy sukces. No to zakładają sobie te blog i cykają fotki na podwórku przed domem albo w lustrach łazienkowych. Obserwują innych po to, żeby samemu być obserwowanym. Komentują tylko i wyłącznie po to, żeby dostać komentarz zwrotny i podbić statystyki. Gdy liczba śledzących przekroczy magiczny tysiąc, rozsyłają maile do większych firm (po drodze zahaczając o setkę konkursów, w których można wygrać pomadkę do ust, tampon lub plastikową bransoletkę).
Czy tylko mnie się wydaje, że to jest najzwyczajniej w świecie oszukiwanie samego siebie? Statystyka rośnie, więc chyba jestem świetna, a te wszystkie pozytywne komentarze pod postami są szczere? Co z tego, że zostawiłam wcześniej kilkaset słodzących komentarzy pod każdym napotkanym na drodze blogiem...
Klasyczny scenariusz - na jakimś portalu zrzeszającym szafiarki pojawia się wpis 'zapraszam na bloga xyz'. Wchodzę i widzę: pięć postów na krzyż, zdjęcia zrobione chyba nokią (i to taką sprzed 5 lat), gdzie popadnie, niestaranne, nijak przemyślane. To samo tyczy się stroju: jeansy i t-shirt. I już nawet nie zaskakuje mnie widok stu komentarzy pod każdym wpisem i liczba obserwatorów, którą mogłaby się poszczycić naprawdę niezła blogerka. O ten temat zahaczyłam już w pierwszej części -> tutaj.
Samego słowa szafiarki nie znoszę, ale chyba będzie tutaj pasować, jak ulał. Co się dzieje z blogosferą tak zwaną 'szafiarską'?! Ile tych blogów powstało w ciągu ostatnich, powiedzmy, trzech miesięcy? Bo zgaduję, że to już nie kilka, ani kilkanaście, ale raczej kilkadziesiąt, a może i kilkaset. Wiadomo, że blog z założenia jest subiektywny i amatorski, ale czasem może warto by popracować nad tym, co się pisze albo chociaż nad zdjęciami. Oczywiście, nie każdy ma dobry sprzęt, ale można naprawdę wiele zdziałać cyfrówką lub nowszym telefonem. Tym bardziej, że jest multum darmowych (a naprawdę niezłych) aplikacji i programów do podrasowania zdjęć.
Inną kwestią jest to, że każdy pisze w zakładce 'o mnie', że interesuje się modą, ale na blogu próżno szukać jakiegokolwiek nawiązania do niej. Żadnych zdjęć, wpisów, linka do pokazu, sesji, artykułu z magazynu. Nikt nie wymaga od kogoś, kto pokazuje, co lubi na siebie założyć wiedzy w tym zakresie, ale po co w takim razie to w ogóle pisać?
Kończąc, dodam, że byle jakość i parcie na ilość jest wszechobecne. Jakiś czas temu usłyszałam o akcji "Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu". Kolejny absurd. Czytanie 'na centymetry' tego, co popadnie na czas dla zwiększenia licznika stron całkowicie mija się z samą ideą czytania i nijak rozwinie nasze wnętrze. To samo dotyczy szafiarek. Blogosferę zalała fala, powiedzmy sobie wprost, beznadziejnych, niechlujnych blogów 'o modzie'. Wtórność i nieciekawość nigdy nie staną się kluczem do sukcesu. Jeśli nie ma się na siebie żadnego pomysłu to warto poczekać chwilkę, pośledzić różne strony, podpatrzeć kilka patentów, a dopiero potem robić coś własnego. Ja wiem, że każdy chciałby usiąść wygodnie w fotelu, pstryknąć palcami i stać się w sekundę inspiracją dla tysięcy, ale tutaj nie sprawdza się zasada 'im szybciej i więcej tym lepiej'...






















